2015-07-21 15:39:05

Jerzy Dudek: w zespole najważniejsza jest pewność siebie

Podobne tematy Jerzy Dudek
Jerzy Dudek jest ambasadorem marki New Balance.
Jerzy Dudek jest ambasadorem marki New Balance.
- To jest niepokojące, że nawet w takim meczu jak z Gruzją nie potrafiliśmy mieć pełnej kontroli nad meczem. Najważniejsze, że jest jednak w zespole pewność siebie i atmosfera, która „wyciąga” takie mecze - mówi Jerzy Dudek, były bramkarz Realu Madryt i Liverpoolu.
 
Z Jerzym Dudkiem rozmawiamy o Realu Madryt, a także o problemach w reprezentacji Polski, które będą istotne w obliczu kwalifikacji na przyszłoroczne mistrzostwa Europy oraz pytamy o motywy decyzji, która uczyniła go pierwszym polskim ambasadorem najpopularniejszego ostatnio producenta obuwia, sprzętu i asortymentu sportowego na rynku.
 
- Zacznijmy krótko od sytuacji w Madrycie, bo ostatnio dużo mówi się o napięciach w Realu. Cristiano Ronaldo ma za złe klubowi kilka spraw, m.in. że nie zatrzymano Ancelottiego, którego CR7 otwarcie wspierał. Nie odpowiada też Portugalczykowi, jak włodarze klubu traktują jego legendy. Choćby nie docenianie Sergio Ramosa, wicekapitana zespołu. Czy te problemy poukładają się w nowym sezonie?

- Real prowadzi zawsze swoją politykę. Ta polityka jest często brutalna, zwłaszcza jeśli nie ma wyników. Wtedy uderza to w zawodników i w trenera w szczególności. Każdy trener, który nie tyle przegrał, co bardziej nie wygrał w ubiegłym sezonie, kończy w Realu bardzo smutno. Na pewno działacze „Królewskich” powinni się zastanowić, czy dobrze żegnają się ze swoimi legendami. Moje pożegnanie z madryckim klubem akurat było wspaniałe, ale moja sytuacja też była inna. Ja też zawsze odchodziłem z klubów w zgodzie, stąd może reakcja klubu i zawodników była tak pozytywna. Jeśli pojawiają się napięcia na linii prezes-zawodnik, nikt nie ma ochoty na rzewne pożegnania.

Dużo prawdy jest w tym co napisał Ángel Di María, że przykre jest to, że od całego przelanego potu i radości ze zwycięstw ważniejsze są te konflikty i niesmaczne pożegnania. Myślę, że w tej kwestii Real ma bardzo dużo do poprawy. Tym bardziej, że taki klub potrzebuje później tych legend. To są zawodnicy, którzy znają kibiców i tę specyfikę klubu. Nawet jeśli jest jakiś konflikt do rozwiązania, powinno się bardzo koncyliacyjnie do tego podejść, co oczywiście nie jest łatwe.

- A wierzysz w ogóle, że Sergio Ramos odejdzie? Czy jest to typowa gra na wyższy kontrakt…

- Wyobrażam sobie, że odejdzie. Już za moich czasów były spekulacje na ten temat. Każde negocjacje nowego kontraktu takie pogłoski wywołują. Oczywiście Sergio dobrze czuje się w Realu, ale też znam jego osobowość; on szuka wyzwań. Często wspominał o Premiership, o tym, że chciałby nauczyć się języka, nowej kultury, także tej piłkarskiej. Czasami piłkarz podejmuje taką decyzję ze względu na chęć zmiany, poszukania nowych bodźców i mobilizacji. Wiem, że dobrze mu w Madrycie, ale jak najbardziej transfer jest możliwy.
 


- Jak odebrałeś ostatni mecz kadry z Gruzją. Czy to było wymęczone, wydarte rywalom zwycięstwo czy taki trochę „niemiecki”, typowy dla faworyta triumf nad słabszym przeciwnikiem? Bałeś się o wynik?

- Na pewno mamy w ostatnich spotkaniach, choćby z Irlandią, Szkocją, wcześniej Niemcami właśnie, takie fazy, gdzie zupełnie tracimy kontrolę nad meczem i nie potrafimy jej odzyskać. To jest niepokojące, że nawet w takim meczu jak z Gruzją nie potrafiliśmy tego zrobić. Najważniejsze, że jest jednak w zespole pewność siebie i atmosfera, która „wyciąga” takie mecze. Musimy pamiętać, że ten czerwiec jest trudnym okresem, bo zawodnicy są już po sezonach, czasami 2-3 tygodnie i trudno jest im grać w tym czasie. Dobrze, że przełamaliśmy to fatum meczów czerwcowych i wygraliśmy. Bo takie mecze trzeba po prostu wygrać, nieważne jak.

- Czy nie uważasz, że skrzydła nam w tym roku mocno opadły? Grosicki wikłał się w zupełnie nieskuteczne pojedynki, a jego dośrodkowania nie dochodziły do partnerów. Błaszczykowski przez cały sezon był nękany kontuzjami i nie ma jeszcze tego błysku, a Peszko znów był bardzo niedokładny i tracił mnóstwo piłek. Nie brakuje kogoś? Może zapomniany Adrian Mierzejewski?

- To właśnie mocno przełożyło się na to, że tak łatwo tracimy kontrolę nad spotkaniem. Boki zawsze dają mocno odpocząć reszcie zespołu, zwłaszcza grającemu w destrukcji. Tam się też robi przewagę, szczególnie w naszej reprezentacji, gdzie mamy mocne boki i Roberta Lewandowskiego z przodu. Każda strata w tamtych rejonach raczej trafia do przeciwnika. Dobrze, że mamy tam jednak spory wybór i ktoś powinien być w formie. Ludzie mogą powiedzieć, że potrzeba nam Mierzejewskiego, ale inni odpowiedzą, że jemu trudno utrzymać formę w lidze katarskiej. Trener ma i tak szeroki wybór, wybrał już trzon, musi na nim bazować, a sami piłkarze muszą brać odpowiedzialność za swoją formę w tym ważnym okresie. Jesienią powinno to już wyglądać lepiej. Tym razem Milik z Lewandowskim poradzili sobie prawie sami i sporo stworzyli środkiem, ale skrzydłowi będą potrzebni, bo to oni zazwyczaj napędzają nasz atak.

- Czy po tych dwóch meczach uważasz, że wyklarowała się obsada bramki? Wszyscy trzej bramkarze mieli niewiele pracy…

- To się wszystko zmienia u nas jak w kalejdoskopie. Póki jednak bramkarz broni w swoim klubie, to jego pozycja może nie jest pewna, ale przynamniej stabilna. Myślę, że Fabiański na razie spełnia oczekiwania zespołu i sztabu szkoleniowego, a dobre występy, którymi zbudował sobie pewność siebie tak potrzebną bramkarzowi, przełożył teraz na reprezentację.
 


- Czy takie sparingi, jak ten z Grecją, są w ogóle potrzebne? Przez rozegranie tego meczu spadliśmy definitywnie do trzeciego koszyka przy losowaniu kolejnych eliminacji…

- Był kiedyś jeden taki trener, który ustawiał sobie spotkania towarzyskie reprezentacji tak, że byliśmy chyba w pierwszej dwudziestce bez grania na dużych turniejach po to, żeby być w lepszym koszyku. Myślę, że mimo wszystko dla trenera jest to ważne spotkanie z punktu widzenia selekcyjnego. Ja wiem, co czują zawodnicy, bo sam to kiedyś przeżywałem, kiedy gra się mecz dzień przed wakacjami i ta mobilizacja spada bardzo mocno po meczu z Gruzją. Takie spotkania się trudno ogląda, nawet lepiej w telewizji, bo można sobie zaparzyć herbatę i zrobić kanapki (śmiech). Ale kilka plusów jest, bo choćby Kuba Błaszczykowski pokazał się z dobrej strony jako lider i wykazywał dużą ochotę do gry.

- A co myślałeś o próbie wykorzystania przepisu o potencjalnym unieważnieniu meczu przez FIFĘ? Przy przeprowadzeniu więcej niż sześciu zmian takie sytuacje już miały miejsce i mecz nie był liczony do żadnych zestawień.

- Dzisiaj mówimy o tym otwarcie, ale pewnie pojawiłyby się głosy, gdyby to się stało, że trzeba zwolnić trenera. Ja już w piłce przeżyłem wiele i jeżeli to nam by miało pomóc, to jasne, dlaczego nie.

- Skoro jesteśmy przy reprezentacji… Kilku z najbardziej utalentowanych zawodników w Polsce było widzianych na premierze pierwszej w historii kolekcji piłkarskiej New Balance i prawdopodobne, że od nowego sezonu marka będzie miała dobrych przedstawicieli marketingowych. Czy jako utalentowany, obiecujący piłkarz na początku dużej kariery nie bałbyś się podpisywać kontraktu z dopiero wchodzącym do piłki nożnej producentem sportowym?

- Rozumiem, że cofamy się o 15-20 lat? (śmiech) Dla młodego zawodnika, kontrakt z jakąkolwiek firmą jest już wyróżnieniem. Na końcu jednak najważniejsza jest zawsze dla zawodnika jakość produktu. Nieważne, czy jest to firma znana na rynku czy nowa. Na końcu i tak liczy się produkt i jego jakość. Dlatego na pewno bym się nie bał.
 


- Na wspomnianej premierze zostałeś ambasadorem tej amerykańskiej marki. Co ciekawe, na to wydarzenie przybył do Warszawy sam właściciel New Balance’a – Jim Davis.

- Byłem mocno zaskoczony obecnością prezesa firmy. Nagrał nawet krótki filmik wspierający mnie w meczu gwiazd Realu Madryt i Liverpoolu, co było, nie ukrywam, bardzo miłym gestem. W ogóle, w prywatnym kontakcie Jim Davis jest niezwykle sympatyczny. Wracając do zostania ambasadorem… nie podpisałbym się pod produktem, w który nie wierzę. Miałem okazję testować w tym meczu buty piłkarskie New Balance i byłem naprawdę zadowolony. Były nawet lepsze niż się spodziewałem.

- Co jest dla ciebie najważniejsze w odbiorze stroju i butów piłkarskich? Wygoda, czucie piłki, przepuszczalność powietrza, lekkość?

- Dla mnie najważniejsze jest jak but leży na stopie i czy po 90 minutach biegania odczuwam nadal komfort. Wygoda w tak specyficznej, skomplikowanej podeszwie, do której dochodzą kołki, jest najistotniejsza. Kiedyś jakość skóry była istotna, teraz jest więcej syntetyków, które sprawiają, że buta nie czuć na nodze. No i istotna jest też przyczepność do murawy, nie tylko w grze na bramce. Buty New Balance’a mają dobre połączenie tzw. korków lanych z kołkami. Zdarzało się kiedyś obcinanie niektórych korków, żeby manualnie wkręcać sobie metalowe. Bramkarze zazwyczaj preferują metalowe kołki, a tu jest to od razu dobrze rozwiązane.

- New Balance podejmuje odważne decyzje jeśli chodzi o stroje piłkarskie. Ostatnio choćby wyjazdowe brązowe stroje FC Porto wywołały sporą dyskusję w mediach. Co sądzisz o tak kreatywnym podejściu do designu i barw klubowych?

- Jak każda nowa firma, która wchodzi w dość nasycony rynek, New Balance też się czymś wyróżnia. Miałem szansę grać w tym sprzęcie, testować go i mogę z pełną odpowiedzialnością stwierdzić, że jakościowo jest to wysokiej klasy sprzęt. To jest najważniejsze dla drużyny, która ubiera się w takie stroje lub buty. Design idzie później. Zwłaszcza przy drugich strojach, designerzy mają spore pole do popisu i widzę w tym tylko korzyści. Później to właśnie te teoretycznie „kontrowersyjne” stroje są najbardziej poszukiwane na rynku kolekcjonerskim.

Czytaj także

Komentarze

Komentarze: 0

Rozwiąż działanie =

Redakcja portalu podkarpacieLIVE nie ponosi jakiejkolwiek odpowiedzialności za treść komentarzy. Każdy użytkownik reprezentuje własne poglądy i opinie biorąc pełną odpowiedzialność za ich publikację.

Czytaj następny news zamknij