2021-05-26 18:53:46

Szymon Szydełko: Stal Rzeszów z takim potencjałem powinna być już pewna awansu do 1 ligi

Szymon Szydełko obecnie jest trenerem Hutnika Kraków i radzi sobie bardzo dobrze (fot. Paweł Jerzmanowski/Hutnik Kraków)
Szymon Szydełko obecnie jest trenerem Hutnika Kraków i radzi sobie bardzo dobrze (fot. Paweł Jerzmanowski/Hutnik Kraków)
Już w piątek bardzo ważne starcie w eWinner 2. lidze. Do Rzeszowa przyjedzie Hutnik Kraków z dobrze znanym na Podkarpaciu trenerem, Szymonem Szydełko. Byłego szkoleniowca m.in. Stali Stalowa Wola podpytaliśmy o jego pracę w Krakowie, piątkowego przeciwnika i plany na przyszłość. Zapraszamy do przeczytania rozmowy.
 
- Przygoda z Hutnikiem Kraków układa się dla Pana znakomicie. Jak wyglądały kulisy przejścia do tej drużyny? Długo trwały rozmowy z prezesem Trębaczem?
 
- Nie trwały długo. Hutnik był zimą w sytuacji podbramkowej, bo nie udało im się dojść do porozumienia z jednym z trenerów. Wtedy zadzwonił do mnie telefon, wystarczyła jedna rozmowa i obie strony wiedziały, że dojdziemy do konsensusu i zaczniemy wspólną pracę.
 
- Spodziewał się Pan takiego obrotu zdarzeń? Jak ostatnio rozmawialiśmy w programie o 3 lidze, to chyba tak szybki powrót to był mało realny sceanariusz, a tu proszę, niespodzianka. 
 
- Nie, nie spodziewałem się, że uda mi się tak szybko wrócić na szczebel centralny. Nawet wtedy, jak rozmawialiśmy, to była to jedna wielka niewiadoma. Później to wszystko jakoś nabrało tempa i sytuacja zmieniła się o 180 stopni.
 
- Runda wiosenna jest w Waszym wykonaniu niesamowita, patrząc na tabelę, odkąd przejął Pan drużynę, to znajdujecie się na trzecim miejscu. Widać też, że w Hutniku panuje świetna atmosfera i wszyscy się ze sobą dogadują.
 
- Atmosfera jest bardzo dobra, zawodnicy chcą pracować i rozwijać się. Wszyscy poświęcają się pracy i nikt nie marudzi ani nie szuka żadnych wymówek. W międzyczasie możemy sobie pożartować, co z pewnością prowadzi do lepszych efektów podczas meczów. Ten zespół naprawdę ma duszę i fajnie to u nas wygląda od środka, a później przekłada się na boisko.
 
- A jak wygląda to pod względem infrastrukturalnym? Nie ma co ukrywać, że Hutnik raczej liderem, jeśli chodzi o budżet nie jest i co roku musi spinać jakoś koniec z końcem.
 
- Nie jest tu nie wiadomo jak, jeśli chodzi o zdolności finansowe, natomiast mamy do dyspozycji solidną bazę treningową, główne boisko w bardzo dobrej kondycji, siłownię. Także w tym aspekcie stoimy nieźle i zawsze mamy alternatywę na jakikolwiek trening.
 
- Zauważyłem, że po Pana przyjściu w klubie zmieniła się jeszcze jedna bardzo ważna rzecz – chodzi mi o marketing. Choć Pan pewnie wielkiego wpływu na to nie miał, to trzeba jednak pochwalić ludzi, pracujących w tym dziale, że robią dobrą robotę.
 
- Marketingowo klub zrobił bardzo duży skok jakościowy. Cały czas coś się dzieje, jesteśmy brani co chwilę do różnych programów, wywiadów i tego typu rzeczy. Cieszę się, że kibice mogą w tym aktywnie uczestniczyć, zadając jakieś pytania za pośrednictwem mediów, co buduje też więź pomiędzy klubem a kibicami.
 
- Rok temu w końcówce sezonu mógł Pan zdecydowanie osiwieć, ale za to w tym będzie odwrotnie. Zapewniliście sobie utrzymanie, do końca rozgrywek zostały dwa mecze, więc chciałem zapytać, czy w tych ostatnich spotkaniach będziecie starali się nabijać punkty w Pro Junior System?
 
- My wychodziliśmy jak dotąd trzema młodzieżowcami, a mamy możliwość nawet sześcioma. Zostały dwa mecze i możemy jedynie przypilnować obecnej pozycji w PJS, bo jest za mało czasu, żeby piąć się wyżej.
 
- W programie, który wspólnie nagrywaliśmy jakiś czas temu brał udział także Daniel Myśliwiec. Los tak chciał, że w sobotę Wasze drużyny znów staną naprzeciwko siebie i powalczą o trzy punkty.
 
- Z trenerem Myśliwcem spotkaliśmy się już raz w marcu w meczu zaległym. Teraz czas na drugie spotkanie, ale tak, jak mówię, na karuzeli trenerskiej trzeba się wszystkiego spodziewać, bo zmiany są często szybkie i niespodziewane. Wtedy, podczas programu byliśmy trenerami w trzeciej lidze, teraz pracujemy szczebel wyżej po zaledwie kilku miesiącach.
 
- Ale tak blisko na mecz, to chyba Pan dawno nie miał.
 
- Zdecydowanie, choć teraz mieszkam w Krakowie, także znowu tak blisko miał nie będę. Po spotkaniu dopiero czeka mnie krótki powrót do domu, bo pewnie zostanę w Rzeszowie, ale zawsze miło jest przyjechać do swojego rodzimego miasta i zagrać mecz. Będziemy chcieli pokazać się z dobrej strony, choć pewnie zagramy młodzieżą.
 
- Popatrzyłem na Pana bilans przeciwko Stali Rzeszów i dotychczas jest to 8 meczów, z czego 3 wygrane, 2 remisy i 3 porażki. Który zapadł najmocniej w pamięci?
 
- Sporo tych spotkań było, ale takie szczególne było dla mnie za czasów pracy w JKS-ie Jarosław, kiedy dysponowaliśmy słabszym zespołem niż Stal Rzeszów, a mimo to wygraliśmy. Było też spotkanie nie tak dawno w Stalowej Woli, kiedy wygraliśmy 3:0. Ciężko powiedzieć, który zapadł najmocniej w pamięci, każde zwycięstwo dużo znaczy. Stal Rzeszów od pewnego czasu jest marką mocno rozpoznawalną w Polsce i jest duże parcie na wynik, więc wygrana z taką drużyną wyjątkowo smakuje.
 
- A po tym pierwszym spotkaniu z marca pozostał trochę niedosyt?
 
- Ja uważam, że powinniśmy tamten mecz wygrać, a w końcówce śmierdziało tym, że my go jeszcze przegramy. Był spory niedosyt, bo można było zwyciężyć, a po końcowym gwizdku cieszyliśmy się, że go zremisowaliśmy. Taka jest piłka i tu może się wszystko wydarzyć. Byliśmy stroną wiodącą, po błędzie naszego bramkarza Stal wyszła na prowadzenie, ale ostatecznie udało się strzelić gola na 1-1 i zdobyć jedno "oczko".
- Nie sądzi Pan, że Stal Rzeszów, z takim potencjałem finansowym, gra w tym sezonie jednak trochę poniżej oczekiwań kibiców?
 
- Oto już trzeba pytać kibiców Stali. Ja powiem szczerze, że mając taki nakład finansowy, piękny stadion i w zasadzie wszystko co potrzebne do grania, to Stal Rzeszów powinna być 10 punktów przed Górnikiem Polkowice, a obecnie drży o miejsce barażowe. Ciężko mi jest to też oczywiście oceniać, bo nie pracuję tam, ale tak jak wcześniej powiedziałem, Stal już dawno powinna mieć zapewniony awans.
 
- Też ostatnio taka przykra sytuacja miała miejsce po meczu z Sokołem Ostróda, kiedy kibice wtargnęli do szatni i urządzili sobie "pogawędkę" z trenerem i piłkarzami. W piątkowym meczu raczej kibice nie będą dwunastym zawodnikiem Stali.
 
- Powiem tak, nie jest to dobra sytuacja dla Stali jako klubu. Oglądam gdzieś wywiady po meczach i po części też kibice mogli czuć się trochę sprowokowani niektórymi wypowiedziami, już mniejsza z tym czyimi. Doszła do tego ta akcja z ostatniego meczu, kiedy piłkarze nie podziękowali kibicom i wytworzył się konflikt. To z pewnością dolało oliwy do ognia i skończyło się niedobrze, bo pewnie żadna ze stron nie jest zadowolona z tego, jak to się rozstrzygnęło. Klub dostał medialnie po uszach i wydaje mi się, że ta sytuacja do meczu z nami nie zostanie jeszcze do końca wyjaśniona.
 
- Stal mocno stawia na grę skrzydłami, stara się zdominować rywala od pierwszej minuty, a Wy pokazaliście, że potraficie się tej taktyce przeciwstawić. To pokazuje, że w sobotę możemy być świadkami emocjonującego meczu.
 
- No skoro tak mówisz, to oby tak było. Znamy wartość zawodników Stali i wiemy, że ich piłkarze będą chcieli szybko przejąć inicjatywę. Oni wciąż walczą o miejsce barażowe, dodatkowo grają u siebie, więc są faworytem tego pojedynku. Mamy plan na ten mecz, który myślę, że będzie niewygodny dla gospodarzy. Na ile uda nam się go zrealizować, to zobaczymy, ale z pewnością może być to fajny, ciekawy mecz.
 
- Myśli Pan już o kolejnym sezonie w kontekście Hutnika? Końcówka sezonu będzie spokojna i można już powoli zastanawiać się nad przyszłością.
 
- W tym tygodniu mamy mieć pierwsze rozmowy na temat przyszłości. Wiadomo, że powoli pojawiają się pierwsze nazwiska, które chcielibyśmy sprowadzić do klubu, ale nie ukrywam, że celem na letnie okienko transferowe będzie utrzymanie jak największej ilości zawodników z obecnego sezonu. Zdajemy sobie sprawę, że po tak dobrej rundzie kilku graczy nam odejdzie do lepszych klubów, bo są zapytania z Ekstraklasy i 1 ligi. Nie będziemy oczywiście nikomu robić problemów przy przenosinach, bo jeśli ktoś sobie na to zapracował, to nie ma sensu podkładać mu kłód pod nogi, tylko cieszyć się, że oddawał serce za Hutnika.
 
Rozmawiał Dominik Pasternak

Czytaj także

Komentarze (41)

Uwaga! Teraz komentarze są domyślnie ukryte, aby poprawić komfort korzystania z serwisu. Kliknij przycisk „Zobacz komentarze”, aby je wyświetlić i dołączyć do dyskusji.